10. Objawienie w Ponteverda

10 grudnia 1925 r.

Objawienie

10 grudnia 1925 r. zjawiła się Najświętsza Panna w Pontevedra a z boku w jasności Dzieciątko. Najświętsza Dziewica położyła Łucji rękę na ramieniu i pokazała 

cierniami otoczone serce, które trzymała w drugiej ręce. Dzieciątko powiedziało: 

„Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki, otoczonym cierniami, którymi niewdzięczni ludzie je wciąż na nowo ranią, a nie ma nikogo, kto by przez akt wynagrodzenia te ciernie powyciągał ".

Potem powiedziała Najświętsza Panna: 

„Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewdzięczność stale ranią. Przynajmniej ty staraj się mnie pocieszyć i przekaż wszystkim, że w godzinę śmierci obiecuję przyjść na pomoc z wszystkimi łaskami tym, którzy przez 5 miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię Św., odmówią jeden różaniec i przez 15 minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia". 

Nie zapomnieć o intencji jako wynagrodzenie, która jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót.

(za: sekretariatem fatimskim)

Komentarz

Kiedy Łucja miała opuścić Fatimę, dokonało się tak zwane siódme objawienie. Maryja powiedziała nam wszak już w maju, że przyjdzie przez sześć kolejnych miesięcy, a potem wróci jeszcze siódmy raz.

To siódme objawienie miało miejsce w 1921 roku, kiedy siostra Łucja doświadczyła duchowego kryzysu, kiedy wszystko się układało dokładnie odwrotnie niż pragnęła. Dziewczyna przyszła na miejsce objawień powiedzieć Maryi, że już nie jest w stanie uczynić dla niej tego, o co prosi. Nie jest w stanie unieść tej ofiary. Wtedy ukazuje się Maryja, właśnie w 1921 roku – 15 czerwca, i prosi ją, by była posłuszna biskupowi, bo taka jest wola Boża.

Łucja wszystko czyni w posłuszeństwie przełożonym, ale przede wszystkim biskupowi, który prosi, aby opuściła Fatimę i udała się do nieznanego miejsca. Jak się potem okazało, był to sierociniec prowadzony przez siostry Doroteuszki w Porto. Tam następnie wstępuje do zgromadzenia Sióstr Doroteuszek.

I tą właśnie drogą zostaje przeniesiona do Hiszpanii, do Pontevedra, do jednego z domów prowadzonych przez siostry. Tam właśnie ukazuje się jej Jezus jako Dzieciątko i Maryja – 10 grudnia 1925 roku. Zwróćmy uwagę, że najpierw zabiera głos Jezus, Dzieciątko Jezus.

I Dzieciątko mówi zadziwiające słowa. Nie mówi: „zobacz, to jest Serce mojej Matki”. Jezus jako Dziecię, pokazując dłonią na cierpiące, bo otoczone cierniami, Serce Maryi, mówi: „Miej współczucie z Sercem Twej Najświętszej Matki”.

Po dwóch tysiącach lat Jezus przypomina Testament z Krzyża. Maryja jest moją Matką. I mówi to nie jako Pan Król Wszechświata, żeby z bojaźnią, drżeniem, lękiem, strachem, uklęknąć, powiedzieć: tak Maryjo, dobrze, będę to czynił, będę miał wzgląd, że Ty jesteś moją Matką. Nie. Czyni to jako małe dziecko. W tej postawie chodzi o miłość, o wrażliwość, o otwarte serce. Dziecko prosi w intencji Matki. A jak dziecko prosi, to tu nie chodzi o strach, wyrachowanie, kalkulację. Tu chodzi po prostu o wrażliwość, po prostu o miłość.

Maryja jest moją Matką. Nie jest tak, że oto Król Wszechświata się upomina i groza Jego gniewu sprawia, że ja czynię to, o co prosi. Nie. Dziecko prosi za swoją Matką. A jak dziecko prosi, to nie sposób odrzucić, odepchnąć. Czasem człowiek potrafi odepchnąć, zlekceważyć kogoś, kogo nie zna, kto prosi o datek, o jakiś dar. Ale nie godzi się odepchnąć dziecka, tak powie każdy człowiek. Współczucie kieruje nami, by pomóc dziecku. I gdzieś w tym obrazie to wybrzmiewa.

Jezus, Król Wszechświata, jako dziecko wyciąga dłoń, pokazuje cierpiące Serce Maryi i mówi: „Nie bądź obojętny, to jest Serce Twojej Matki”. I w postawie każdego z nas, jeśli rodzi się jakaś wrażliwość, pojawią się przeróżne postawy. Co zrobić, by pocieszyć Serce Matki? I oto Maryja w swojej miłości nam mówi, abyśmy nie musieli się niczego domyślać.

Mówi, co uczynić. Chodzi o bardzo konkretną postawę. Chodzi o cztery konkretne elementy tego nabożeństwa, które potem nazwiemy nabożeństwem pierwszych sobót miesiąca, uczynione świadomie. Świadomie to znaczy z konkretną intencją.

Przynajmniej Ty. Można by rzec, Maryja się korzy przed Łucją i prosi, by nie zwracała uwagi na to, co jest wokół. Jeśli kochasz, to przynajmniej Ty tak zrób. Nieważne, co czynią inni, czy to robią, czy nie robią, czy mam dobry przykład, czy zły.

Kochasz mnie? Jeśli ufasz, że jestem Twoją Matką, jeśli wierzysz Słowom Jezusa, jeśli przyjmujesz Testament z Krzyża – jestem Twoją Matką. Jeśli jestem Matką, która cierpi, bo tylu idzie na wieczne potępienie, bo jest piekło, które pokazała wam w lipcu. Jeśli mnie kochasz, to przynajmniej Ty nie bądź obojętny.

A więc Niebo apeluje do każdego z nas. Niebo ma wzgląd na to, co uczyni każdy z nas, osobiście. Nie co uczyni armia, narody, tysiące rodzin.

Niebo ma wzgląd na to, co uczynię ja, Ty, każdy z nas. A więc ta podpowiedź tym bardziej ma dla nas ważne znaczenie, bo w tym porywie każdy z nas by chciał uczynić coś innego. Każdy z nas jest inny. Ma inną wrażliwość, inne doświadczenia, inny obraz Matki, inne wychowanie i w jakiś sposób inaczej chciałby tę miłość Matce okazać. I właśnie ta podpowiedź Maryi nakreśla nam, co czynić, czego Ona jako Matka pragnie. Można by rzec, jeśli Ona kocha tulipany, to po co jej dawać fiołki? Jeśli Ona kocha goździki, to po co Jej wciskać róże? Bo po naszemu róże są, można powiedzieć, najpiękniejszym kwiatem, który okazuje miłość. Nie. Maryja nam nakreśla, byśmy zrobili to, o co Ona prosi. Nie to, co nam się wydaje, ale to, czego Ona pragnie, oczekuje i o co prosi. A prosi o cztery bardzo konkretne akty z naszej strony.

Spowiedź, byśmy się opowiedzieli, po której stronie stoimy – dobro czy zło. Nie ma innej rzeczywistości. Nie ma trzeciej, piątej, dziesiątej drogi, wariantu czy rzeczywistości. Jest dobro i zło.

W sakramencie pokuty jednoznacznie się opowiadam po stronie Boga. Wyrzucam zło. A skoro Maryja jest Matką Bożą Różańcową, to prosi, żeby z nią porozmawiać. Jak?

Jest wiele różnych modlitw i w różny sposób do Maryi mogę się zwracać. A skoro jest to Matka Boża Różańcowa, to mam z nią porozmawiać w języku różańca. Prosi: odmów różaniec. Porozmawiaj ze mną.

Trzeci element tego nabożeństwa to kwadrans medytacji. Porozmyślaj o jednej lub kilku tajemnicach różańca świętego. Pomyśl, co czuje Matka, co przeżywa w swoim Sercu. Pomyśl sobie, co Maryja jako kobieta i Matka czuje w swoim Sercu, a nie tylko to, co widzą Jej oczy. Co przeżywa Jej Serce. Myśląc o Zwiastowaniu i biegnąc przez różne tajemnice aż do Wniebowzięcia czy Ukoronowania. 

Weź to sobie do Serca i spróbuj wejść głębiej. Przytul się do Jej Niepokalanego Serca i przez kwadrans porozważaj. To jest owa piętnastominutowa medytacja.

I czwarty element to przyjęcie Komunii Świętej. Wchodzimy na szczyt. Dochodzimy do największej świętości. Zwróćmy uwagę, że cała Fatima rozpoczyna się od spotkania z Aniołem. Przygotowanie ich, katechezy, przyjęcie Komunii Świętej. I od razu dochodzimy do tego nabożeństwa, którego szczytem jest Komunia Święta.

Jeśli ja po spowiedzi, po różańcu, rozważam te tajemnice zbawcze, kiedy medytuję nad nimi, to próbuję wejść z Maryją głębiej w te tajemnice, nie tylko się przez nie prześlizgnąć, że coś było tu czy tam, tylko próbuję głębiej rozważać ich treść. Medytować nad radościami i smutkami Matki, których to doświadcza w Sercu. I z taką świadomością przeżywam tajemnicę Eucharystii i przyjmuję Komunię Świętą. Matka może być bezpieczna, może czuć się spokojna, bo dziecko jest bezpieczne. Dlatego że idzie właściwą drogą. Ku niebu. Bo tego właśnie pragnie Matka.

Ale nie zapomnijmy o intencji. Łucja kończy cały ten opis stwierdzeniem – nie zapomnieć o intencji, o wynagrodzeniu, które jest bardzo ważnym elementem pierwszych sobót. Bez intencji nie ma tego nabożeństwa. Spowiedź, Komunia, różaniec, medytacja – wszystko to czynimy ze świadomą intencją, że chcemy pocieszyć Niepokalane Serce Maryi. Chcemy wynagrodzić. Jak to potem powie, chcemy chociaż jeden cierń wyciągnąć z Jej Serca, aby to Serce nie cierpiało.

Tak jak list, aby doszedł tam, gdzie chcemy, musi mieć adres. Bez adresu ten list nigdzie nie dojdzie. Może on być przecudowny i ratujący życie, ale jeśli nie ma adresu, nigdzie nie dojdzie. Ta intencja jest tym właśnie adresem. A więc czynię coś nieprzypadkowo, czynię świadomie – Maryjo, chcę Cię pocieszyć, zrywam z grzechem. Chcę Cię pocieszyć, więc z Tobą rozmawiam. Chcę Cię pocieszyć, to się przytulam do Twojego Niepokalanego Serca. Chcę Cię pocieszyć, żebyś Ty zobaczyła, że przyjmuję Jezusa. Bo wtedy Ty jako Matka najbardziej w takiej chwili będziesz się radowała. Widząc, że jestem tak blisko Twojego Syna, że mam Go w swoim Sercu. Tak mamy czynić. 

Jak wiemy, Maryja nam powiedziała: przybędę by prosić o nabożeństwo do Niepokalanego Serca, które ma wymiar poświęcenia i wynagrodzenia.

Potem nam powie w 1929 roku o poświęceniu Rosji, którego ma dokonać papież z biskupami całego świata. Ale istota tego nabożeństwa, jak będzie uczyła nas Łucja, to poświęcenie każdego z nas. Nie tylko przez papieża z biskupami.

On ma to uczynić, bo chodzi o ratowanie świata, powstrzymanie tych błędów ateizmu, które wypłynęły z Rosji. To wezwanie do poświęcenia również dotyczy każdego z nas. Nie mogę wynagradzać, jeśli nie kocham Matki. Dlatego mówię Jej, że Ją kocham. A wyrazem tej miłości, tego, że Ją kocham, jest poświęcenie Jej Niepokalanemu Sercu. Świadomie mówię to Maryi. 

A kiedy się poświęcę Sercu Matki Bożej, nie mogę być obojętny na cierpienia Jej Serca. Tego właśnie Serca, któremu wyznałem miłość. I z jednej strony, jeśli to Serce kocham, będę starał się je pocieszyć.

Z drugiej strony pamiętajmy, że to Serce, do którego mamy się wpisać, uciekać, poświęcić, jest schronieniem i drogą, która nas będzie prowadziła do Boga. Jeśli chcemy wynagradzać Niepokalanemu Sercu, jeśli chcemy w ten sposób ratować biednych grzeszników, to musimy mieć świadomość, że nasz przeciwnik, niczym ryczący lew, stanie przeciwko nam. Jeśli zrobi się to, co powie Maryja, wielu przed piekłem zostanie uratowanych. Dlatego potrzebujemy pomocy, ochrony, wsparcia.

Teraz rozumiemy, czym jest Niepokalane Serce. Jest schronieniem, drogą, która nas będzie prowadziła do Boga. Dlatego, jeśli pragniemy wynagradzać, ratować naszych bliźnich, biednych grzeszników przed piekłem, wyrywać ich z mocy diabła, to sami również musimy zabiegać o ochronę, o pomoc. No właśnie, o to schronienie w Niepokalanym Sercu. 

To dlatego mamy się poświęcać Niepokalanemu Sercu. Chcę Serce Maryi pocieszyć? Cudowne i chwalebne. Ale wtedy sprzeciwiam się temu, który jest wrogiem.

W to Serce winienem również sam się wpisywać przez konkretny akt poświęcenia się. Jak? Kiedy? Świadomie chcę wpisać się w Niepokalane Serce. Najważniejsze jest to, by pojawił się zwrot: Poświęcam się Twemu Niepokalanemu Sercu.

Zwróćmy uwagę, wszyscy papieże, czy Paweł VI, czy Jan Paweł II, czy Benedykt XVI, czy papież Franciszek, poświęcając kapłanów, Rosję, świat, jeśli robili to w duchu Fatimy, to świadomie takich aktów, takiej formuły używali: „Twemu Niepokalanemu Sercu”. Jeśli w moich słowach aktu poświęcenia się, taki adres zostanie sformułowany, wypełniam to, o co prosiła Maryja. Kiedy? W jaki sposób? Świadomie w tym akcie, którego chcę dokonać, powinien być zwrot, że poświęcam się Twemu Niepokalanemu Sercu.

A jeśli to uczynię, wtedy jeszcze owocniej będę mógł wynagradzać Niepokalanemu Sercu, bo po wyznaniu miłości, będąc blisko tego Serca poprzez medytację, jeśli Maryja pozwoli to odczuwać, będę do tego Serca się przytulał. Jeszcze bardziej będę czuł się przynaglony, aby czynić zadość kolejnej prośbie, jaką jest wynagrodzenie w pięć pierwszych sobót miesiąca. A jeśli to uczynimy, nadejdzie coś przecudownego. Pamiętajmy, że Maryja nam zapowiedziała: „Jeśli ludzie me życzenia spełnią, wielu przed piekłem zostanie uratowanych”. Nie jeden. Wielu.

Nadejdzie czas pokoju, nawrócenia Rosji i tryumfu Jej Niepokalanego Serca. Ale jeśli tego nie zrobimy, to błędy Rosji rozleją się po świecie, wywołując wojny, prześladowania, dobrzy będą męczeni, papież będzie miał wiele do cierpienia i całe narody zginą z powierzchni ziemi. Te słowa winny poruszać nasze serca.

„Mogę ocalić całe narody. Przyczynić się do nawrócenia Rosji, czasu pokoju na świecie i triumfu Niepokalanego Serca. Wielu przed piekłem mogę uratować. Jeśli ludzie me życzenia spełnią”. Czyli wtedy, kiedy będę wynagradzał w pięć pierwszych sobót miesiąca i poświęcę się Niepokalanemu Sercu Maryi.

A jeśli poświęcę się Jej Niepokalanemu Sercu, nie mogę nie być wrażliwy i nie pocieszać, nie wynagradzać temuż Sercu. Ale pamiętajmy, że jeśli ma być to nabożeństwo wynagradzające w duchu Fatimy, to musi być jednoznacznie – pięć miesięcy, pięć razy spowiedź w każdym miesiącu, tego dnia w pierwszą sobotę lub wcześniej. Musi być spełniony każdy warunek –- różaniec, czyli pięć tajemnic. Medytacja – piętnaście minut nad konkretną jedną lub kilkoma tajemnicami różnicowymi. I ma być przyjęcie Komunii Świętej. A to wszystko z konkretną, jednoznaczną intencją wynagradzającą Niepokalanemu Sercu. 

Taka jest prośba. Jeśli to uczynimy, doświadczymy tych przecudownych, zapowiedzianych przez Matkę Bożą owoców. A widząc, co się dzisiaj dzieje, widząc błędy Rosji, widząc narody, którym grozi zagłada, widząc tyle zła, cierpienia, zniszczenia, to jeśli nie zaaplikujemy tego lekarstwa (tak jak to powiedział jeden z biskupów niemieckich, prowadzący uroczystości w Wiedniu, biskup Graber), „to my jesteśmy winni, zbrodni przeciwko ludzkości. Jeśli masz lekarstwo, które może innego uratować, a nie dasz mu tego lekarstwa, to Ty jesteś winny jego śmierci”.

Są to niezmiernie poruszające, radykalne słowa, ale oddające istotę całego orędzia i prośby Matki Bożej. Jeśli to uczynią, będzie pokój. Jeśli nie uczynią, będą cierpieć. Znamy Fatimę, znamy prośbę, znamy nabożeństwo do Niepokalanego Serca, czyli mamy lekarstwo.

Jeśli je zaaplikujemy, nie tylko sobie pomożemy, ale odmienimy bieg dziejów, uratujemy całe narody, zmienimy oblicze świata. O tym przypomniała bardzo dobitnie siostra Łucja. Kiedy rok po zamachu, Jan Paweł II w 1982 roku pielgrzymował do Fatimy, wręczyła mu list, który został wraz z trzecią fatimską tajemnicą upubliczniony w roku 2000. I tam właśnie jednoznacznie wyraziła te oto właśnie treści.

„Całe orędzie jest warunkowe. Jeśli uczynią, doświadczą czegoś przecudownego, jeśli nie uczynią, będą cierpieć”. Wybór należy do nas.

Fatimę znamy, znamy lekarstwo, kochamy Maryję, więc nie możemy nie uczynić tego, o co i jak prosiła. Wtedy dopiero doświadczymy obiecanych w Fatimie przecudownych owoców. Owoców, które dzisiaj niezmiernie są nam potrzebne i potrzebne są całej zbolałej ludzkości.

Ks. dr Krzysztof Czapla SAC

Zadanie

Przygotuj się dobrze do poświęcenia Niepokalanemu Sercu Maryi.